• Wpisów: 58
  • Średnio co: 37 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 22:37
  • Licznik odwiedzin: 26 713 / 2225 dni
 
nini14
 
Natalie ;#: °Cher.
Po wyjściu Louisa Eleanor była taka wściekła, że powywalała wszystkie moje rzeczy przez okno. Mnie jakoś nie zbyt to ruszyło. Chciałam iść na dwór po "ocalałe" rzeczy i te które mogą mi się jeszcze przydać. Ubierałam kurtkę.
-Wiesz co ty zrobiłaś? Przez ciebie nie będziemy mieli kasy.
-Wiesz jakoś mało mnie to przejęło.
-A może wiesz że rodziców nie ma?!
-No tak wyjechali jakieś 5 minut temu do ciotki po moje rzeczy .
-No właśnie nie.
-Jak to "nie" ? Nie rozumiem.
-Znalazłam liścik i trochę pieniędzy. Zostawiają nas. Mają nas dosyć. Nie będą nam nawet kasy przysyłać, musimy radzić sobie same.
-Haha, dobra jesteś.-zaśmiałam się. Na pewno mi znowu kit wciskała.
-Jak nie wierzysz to proszę.-podała mi liścik.
Było tam dokładnie napisane to co mówiła mi Eleanor plus jeszcze to że na pewno nie są u ciotki. No pięknie, poprostu cudownie.
-To niby skąd my pieniądze weźmiemy?
-Wiesz powiedziałaś wszystko Louisowi to jest dupa, więc musisz znaleść pracę.
El miała pracę jako modelka ale tyle co ona zarabia wystarczy tylko na nią. Teraz jak jeszcze pracę zaniedbuje to będzie jeszcze gorzej. Ja się na modelkę nie nadaje. Poszukam jakiś ogłoszeń w gazecie. Wiem że rodzice wyjechali od jakiś pięciu minut, ale już trzeba myśleć do przodu. List wyglądał poważnie i wątpię żeby rodzice wrócili.
Pozbierałam wszystkie rzeczy z podwórka i podzieliłam je dwie grupy. Te co będą mi jeszcze potrzebne i nie. Zrobię tak z wszystkimi rzeczami w domu i zrobię wyprzedaż podwórkową czy jakoś tak.

*późnym wieczorem
Jestem trochę zmęczona. Przez prawie cały dzień odkładałam niepotrzebna rzeczy. Niestety okazało się że to bardzo trudne. Niektórych rzeczy już nie używałam i znalazłam w kątach, ale nie potrafiłam się z nimi pożegnać. Na przykład mój misio. Dostałam go od babci na siódme urodziny. To ona była dla mnie prawdziwą mamą. Po jej śmierci wszystko zaczęło się komplikować. Wyjazd do ciotki i takie tam...
Jutro z rana sprzedam te nie potrzebne rzeczy, takie jak: MP3, lampka nocna (boję się ciemności, ale trzeba), jakieś plakaty i obrazy z pokoi, konsola do gier, notebook. Eleanor nic nie chciała sprzedać. Uważała, że wszystko jej się przyda.
*9:28
Po porannej toalecie ubrałam się i zjadłam śniadanie. Na wystawiony na dworze stół ustawiłam rzeczy na sprzedanie. Usiadłam na krześle a nogi oparłam o drugie. Sprzedałam prawie wszystko, oprócz misia. Tak, postanowiłam go sprzedać.
Gdy liczyłam pieniądze, ulicą przechodził Niall, gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i podszedł do mnie.
-Hej, co robisz?-spytał z tym swoim głupim uśmieszkiem na ryju.
-Sprzedaje. Nie widać?
-Oo. A co jest do kupienia?-zaciekawił się.
-Został tylko Tadzio.
-Kto?-zdziwił się.
-No, mój misio-wytłumaczyłam.
-Za ile chcesz go sprzedać?
-Ma dla nie dosyć dużą wartość więc 100 funtów.-powiedziałam.
-Że ile?-zrobił tak wielkie oczy, że myślałam, że mu zaraz z orbit wylecą.
-Kupujesz czy nie?
-No nie wiem. Ładny jest, ale tyle kasy...
-Ohh. Nie to nie-wstałam z krzesła i skierowałam się w stronę domu.
-Dobra, czekaj kupie!-krzyknął i podchodząc do mnie wręczł mi banknot. Zabrałam go a w zamian dałam mu Tadzia.
-Tylko po pierwsze: Traktuje go dobrze  po drugie: Nie zmieniaj mu imienia.
Zaśmiał się tylko.
-Słuchaj tego. Ten misio ma dla mnie ogromne znaczenie i gdybym nie musiała to bym go ci nie sprzedawała.
-A co się stało?- spytał.
-Rodzice wyjechali a my zostaliśmy bez kasy.-nie wiem dlaczego mu to powiedziałam ale mi ułożyło.
-Mogę jakoś pomóc? -spytał z troską.
-Nie.-odpowiedziałam szorstko.
-Ale jak by to zadzwioń- wyjął z kieszeni kawałek kartki i położył na mojej ręce którą później zacisnął.
Popatrzałam się na niego. Ten się uśmiechnął, przytulił misia i poszedł w swoją stronę

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego